KRYM 2004
TURCJA-RUMUNIA 2003
KRYM 2004

krym 2004



22 sierpnia

Wyjeżdżam z domu o 6 rano, spotykamy się jak zawsze w Bobolicach na Orlenie tym razem o 6.30.
Skład: Paweł, Łukasz i ja. Mi się udaje uniknąć deszczu, Paweł z Łukaszem niestety są mokrzy.

Do Warszawy na szczęście nie pada. W Warszawie jesteśmy o 12 ,
zmieniamy plan aby nie nocować w Polsce tylko dopiero gdzieś za Lwowe. Niestety od Warszawy
jedziemy cały czas w deszczu. Mijamy Lublin i tu nas spotyka niespodzianka Pawłowie skończyły się klocki hamulcowe :)
Nie sprawdził ich tylko dlatego że wymieniał je w tamtym roku na Węgrzech, niestety pan w serwisie włożył,
mu jakieś sportowe które szybciej się zużyły .Nocujemy w Lublinie u mojego kolegi Michała z Kołobrzegu który
teraz tutaj mieszka na stancji,długie rozmowy przy piwku :)

23 sierpnia

Rano plan sklep i klocki i tu znowu niespodzianka, jeden sklep zamknięty,
w drugim klocków brak. Pomaga nam spotkany przypadkowo motocyklista, daje nam namiar na mały warsztat gdzie
wymieniają nam klocki. O 14 wyruszamy w drogę mamy parę godzin do tyłu. Na granicy jedziemy bez kolejki, paszport pokazujemy tylko raz ,reszta to zwykła kartka i zbieranie pieczątek :),
przy wyjeździe z granicy Ukraiński celnik mów abyśmy ustawili się w rządku i zrobili dla niego wyścigi- kretyn .
Pierwsze metry w Ukrainie, droga masakra ,naszczepcie to tylko 500 metrów, dalej jest już dość znośnie. Droga bardzo
szeroka dodatkowo obok szeroki pas piaszczysty, asfalt pozostawia wiele do życzenia bo jest strasznie nierówny.
Spotykamy pierwszego bikersa na jawie, pokazuje nam gdzie można coś zjeść.
Wpadamy do lokalu, wygląd fajny, wykupujemy wszystkie gorące dania , są aż trzy :) i nawet nie wiemy co kto dostanie.
Mi się trafił gotowany kabanos z ziemniakami ,Łukasz ma pierogi z mięsem, a Paweł makaron z jakimś sosem nie mylić ze spaghetti .
Przestawiamy też sobie zegarki o godzinę do przodu. Po obiadku jedziemy dalej i …. Pierwszy mandat ?.Jest już ciemno,
na ograniczeniu do 50 ja mam 74 km/h, mi się wydaje że miałem grubo więcej ale to przecież na moja korzyść wiec luzik. Płace DAI (to ichnia drogówka) 30 grywien to jakieś 25 zł oczywiście bez kwitka.na moje pytanie czy gdzieś dalej stoją z radarem,
gliniarz mi mów „Piotr ty bogatyj czeławiek, ty jedz dalej” jakby sugerował że jego koledzy tylko czekają na takich jak ja.
Policji jest ogrom ,co ograniczenie stoją z radarem, ci są jednak mało groźni ich zadawala mała łapówka, reszta jest straszna,
potrafią nieźle zrypać humor. My płaciliśmy tylko dlatego że nam się śpieszyło, nie było czasu na to aby dyskutować z nimi.
O 22 postanawiamy zjechać z trasy, rozbijamy namioty i śpimy na jakimś polu na dziko. Jest bardzo zimno o nikt nie może zasnąć

24sierpnia

Wstajemy o 3 rano, 3.30 wyjazd, jest jeszcze ciemni i widać gwiazdy :). Po 15 km Paweł wjeżdża pod prąd na skrzyżowaniu ,widzi to DAI kasują nas 30 EUR, ci byli wyjątkowo bezczelni,
o grzywnach nawet nie chcieli słyszeć, biznesmeni.
Jedziemy dalej, nic się nie dzieje, co 200 km tankujemy to są jedyna przystanki które robimy.
Drogi są bardzo proste, mało zakrętów i w każdym większym mieście jest obwodnica, w dodatku na południu mają asfalt czerwony,
ale łatają go już czarnym, fajnie to wygląda.
Późnym wieczorem wjeżdżamy na półwysep. Zaczyna padać, ok. 23 wjeżdżamy do Symferopolu-stolica Krymu, trafiamy pod Mc Donalda ,
po przeciwnej stronie jest hotel nocujemy tam. Płacimy po 20 grywien od głowy + 5 grywien od motocykla za parking.
Warunki spartańskie ,brak prysznica, ubikacja na końcu korytarza i pozostawię ją bez komentarza ?, piejmy po 2 piwka i spać .

25 sierpnia

Rano pobudka, w tramki i robimy pierwsze zakupy, mapy turystyczne, śniadanie owoce ,ceny owoców podobne jak u nas,
jemy pierwsze czebiureki z Fast fooda, pieróg z mięsem –pyszna rzecz. Pierwsze fotki :).
Po południu wyruszamy do Sewestapola,
mamy telefon do klubu motocykloweg MC, po drodze zwiedzamy bakla stare miasto skalne obok wsi skaliste. Przez wieś przeszła powódź Strasznie tam wszystko wygląda.
Postanawiamy wjechać na szczyt, mamy tobołki więc boimy się zostawić motocykle na dole.
Trochę tam błądzimy ,Łukasz w międzyczasie wali glebę :), Wjazd na szczyt to istny Paryż- Dakar dla mojej CBR.
Po tej powodzi droga jest rozmyta a czasami jej po prostu brak :).Na szczecie okazuje się,
że płyn w chłodnicy mi się zagotował za sprawą spalonego bezpiecznika. Robimy fotki w międzyczasie Łukasz wali glebę ,
piękne widoki ,spotykamy tubylców łyk historii .Gdybyśmy mieli ze sobą jedzenie i piwko rozstawilibyśmy tam namioty ,
tak nam się spodobało, ale nikt już nie chce ryzykować zjazdu i powrotnego wjazdu na górę.

Zjeżdżamy na dół, Łukasz wali glebę, W pierwszym sklepie dolewam wodę BONAQUA do chłodnicy i udajemy się do Sewastopola.
Wieczorem jesteśmy na miejscu ,na stacji paliw telefon i przyjeżdżają po nas członkowie klubu MC. Jedziemy do ich siedziby,
załatwiają nam nocleg w przystani morskiej, płacimy tam 13 USD od głowy, do morza mamy 15 metrów.
Po rozpakowaniu integrujemy się z chłopakami z Sewastopolu, troszkę problemów nam sprawia jeszcze język,
ale później już jest ok. Prezes Sergiej daje z nami troszeczkę za dużo przez co opuszcza go żona, wróciła jak już odjeżdżaliśmy.

26 sierpnia

Od rana zwiedzamy Sewastopol, chłopaki załatwiają nam zawsze tańsze bilety, tutaj obcokrajowcy płacą więcej i dodatkowo muszą płacić za robienie fotek.
Wjeżdżamy wszędzie nie patrząc na znaki zakazu :), jest luz :)
Wieczorem idziemy na piwko do ichniego Las Vegas, knajpa na knajpie a w jednej nawet były tańce na rurce .
Łukasz z Pawłem poznają tam 2 rosjanki z Moskwy jedna nawet wyznaje islam :)

27 sierpnia

Rano jedziemy zwiedzać na własną ręke, z koleżankami z Moskwy, są zachwycone.
Robimy małą sesje po drodze.

Po powrocie, pierwszy raz totalny luzik na plaży, opalanie kąpiele itp.
Wieczorkiem jedziemy na klify na sesje zdjęciową z zachodem słońca, jest tutaj przepięknie.
Na szczęście Sergiej ma laptopa, wiec wszystkie fotki po każdej sesji wędrują na płytkę, miałem karte 128 mb i z każdego wyjazdu
na fotki zrzucaliśmy po 100 zdjęć :)
Wieczorkiem udajemy się na koncert, niestety jak się okazało został odwołany, wiec po pare piwek i Łukasz nam robi numerek że wali focha
i nic nie mówiąc udaje się do domku, po dłuższych poszukiwaniach odnajdujemy go we własnym łóżku.

28 sierpnia

Rano czeka nas kolejna wycieczka po okolicy, najpierw jedziemy do portu i centrum Sewastopola,
Udajemy się do Balaklawy, fajna zatoczka i fajne ruiny fortecy na wzgórzu oraz przepiękne widoki.
Zahaczamy o miejscowość Ikerman
Wieczorkiem spotkanie w klubie motocyklowym , są też ludzie z Moskwy których poznajemy wcześniej pod panorama Sewastopolska.
Później na kolację i po piwku.

29 sierpień
Jedziemy do Bakczysaraju, tym razem sami aby nie robić problemu naszym przewodnikom.
Na miejscu okazuje się że miejscowi robią tu niezły biznes, każdy trzyma jakieś miejsca parkingowe i jak trzeba to je odnajmuje za oplata
i za jednoczesna ochrone pojazdu :)
My płacimy za motocykle ok. 4zł po negocjacjach oczywiście, zaczęło się od 5 zł od motocykla.

Po głębszym przejrzeniu przewodnika okazuje się że jest tu jeszcze fajna góra i kościół w skale wiec jedziemy dalej,
niestety na górę czafut-kale nie udaje nam się wjechać, ale jakis Rosjanin samochodem terenowym tez nie dał rady :)
Może nie tą drogą pojechaliśmy, ale niestety jak już wspominałem wcześniej tu padały konkretne deszcze i te drogi to bardziej
przypominają teraz wyschnięte strumyki.

Teraz odwiedzamy kościół wykuty w skale. Nawet fajny, oczywiście parkujemy prawie pod samymi schodami,
za jedyne 10 chrywien pozwalają nam wjechać do góry :)
Na tym się kończy dzień, dzisiaj kosztujemy winka które dostaliśmy od Sergieja ? na świeżym powietrzu oczywiście w towarzystwie
naszych znajomych z Sewastopola.
Jutro wyjeżdżamy dalej na południowe wybrzeże, więc trzeba było się pożegnać i spać.

30 sierpnia

wyjeżdżamy ok. 9 rano, co niektórzy z nas troszkę odczuwają skutki działania Krymskiego winka :).Jedziemy wybrzeżem morza czarnego.
I tu niespodzianka zatrzymuje nas DAI, nie maja radaru wiec co nam mogą zrobić, niestety Łukasz dmucha w balonik i kolor alkotestu wskazuje
na to iż motocykl idzie na parking a nasz kolega do aresztu,to była ciężka godzina ale zaczęło się 1500 chrywien,
w miedzy czasie było 100 euro później, następnie ten genialny gliniarz wpadł na pomysł aby zobaczyć jakie mamy komórki,
pokazałem mu moją stara nokie 3310 a on stwierdził że weźmie telefon i 30 EURO !!! ale po dalszych negocjacjach skończyło się tylko na 30 EUR.

Jedziemy dalej troszkę zmieszane uczucia mamy i troszkę wkurzenia na tych baranów,
Zatrzymujemy się na konkretny obiad w barze po drodze, aby chociaż smrodu winka już nie wyczuli DAI.
To co dostajemy przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania.
Obiad za jakieś 20 chrywien składał się z kotleta z kurczaka o średnicy 7 cm,
frytek usmażonych na patelni(spalonych z jednej strony a surowych z drugiej i naparstka marchewki i buraczków to chyba była ozdoba a nie surówka.
Jedziemy dalej zajeżdżamy do Gaspry aby zobaczyć Jaskółcze gniazdo, zameczek postawiony na skraju skarpy, oglądamy go tylko z daleka,
wydaje nam się mało efektowny, robimy fotki z daleka, a znamy już drogę jak tam dojechać, no ale cóż.



Mijamy Jałtę , naprawde ładnie położone miasto, dużo do oglądania, ale tutaj nie mamy przewodnika.
Po drodze zajeżdżamy do Izobilnoe do Bike Post to takie miejsce przyjazne motocyklistom, poznajemy tu paru motocyklistów,
ale kręcą tu akurat jakiś film wiec się szybko zwijamy.
Postanawiamy zatrzymać się gdzieś w spokojnym miejscu i zobaczyć jak jest na wsi,
dojeżdżamy do Morskoje i tutaj postanawiamy zatrzymać się na kwaterze cos w stylu jak u nas agroturystyka. Udajemy się na disco obok plaży,
tam to chyba nie ma obcokrajowców bo wszyscy są bardzo zdziwieni jak słyszą taki język hehe.

31 sierpnia

Rano oczywiście plaża, po raz pierwszy odprężamy się na czymś co przypomina plaże, wejście i wyjście z morza jest bardzo utrudnione,
są tu duże śliskie kamienie ale woda ciepła. Po południu robimy sobie wycieczkę do Ałuszty, sprawdzić okolicę. Bardzo nam się tutaj podoba
od razu szukamy sobie kwatery.

Wstępujemy do bike pubu, naprawde fajny motocyklowy bar
Ale ceny są tu zatrważające jak na ten kraj, za mojego kotleta de volai zapłaciłem jakies 25 zl(sam kotlet),
piwo 8 zł w dodatku jak w każdym innym barze trzeba odczekać na jedzono jakieś 20-30 minut ?.Po obiedzie wchodzimy na fortece sudacka (Sudakskaja krepost)
świetny widok z góry ,ale wchodzi się po linie do niczego nie przymocowanej, niezła jazda.

1 września :

Dzieci idą do szkoły, a my wyruszamy do Sudaka. Po dotarciu na miejsce, właścicielka kwatery widząc czym przyjechaliśmy z miejsca podnosi nam opłate za kwaterę.Rezygnujemy z niej i za chwilę po drugiej stronie ulicy znajdujemy kweterę w 1 klasie za 5 dolarów od głowy,z prysznicem,ubigacją i TV.Naprawdę czysto i przyjemnie. Po południu przejażdzka po mieście,spotykamy 2 motocyklistów z Kijowa.Zapraszają nas do siebie do Fieodosji.

2 września

Rano nasze sąsiadki z pokoju obok wybierają sie już do domku do Moskwy. Bardzo chcą sie przejechac więc...jako mili polacy spełniamy ich zachcianke :) Po południu wyruszamy do Fieodosji,fajne widoki po drodze,gdyż wyjeżdza sie już z terenu górzystego. Sama Fieodosia to nic ciekawego,ruiny twierdzy. Tam napotykamy na młodzieńca ktory za jedyne 5 dolarów pokazuje nam miasto. Jest wręcz zły że jeszcze ma tyle do pokazania a my musimy już jechać. śpieszymy się troszkę gdyż chcemy zrobić kilka zdjęć wraz z zachodem słońca.

3 września

Wracamy do domku,wyjazd o godz 6.W Symferopolu mamy się spotkać z naszym kolegą który załatwił nam kontakt z klubem w Sewastopolu. Krótka pogawędka w Mc Donalds,ze zdziwieniem widzimy jak jego żona wyciąga przygotowane dla nas kanapki.My na to że w Mc Donalds chyba nie wypada jeść swojego prowiantu :). On nam wskazują obok na stolik,a tam panowie pija sobie whisky.Jest 9 rano.Pożegnanie i lecimy do domku :). Po drodze zmieniamy plan.Jedziemy cały dzień do godz 24,bez żadnego mandatu :).W nocy znajdujemy hotel,nie ma nikogo. Jesteśmy jedynymi gośćmi.

4 września

pobudka o 5.Na dzień dobry 2 mandaty :( Praktycznie jeden po drugim.Przy pierwszym to DAI nas gonili chyba z 10 km. wyciągneli od nas 30 EUR,niby za szybką jazde (bo wkońcu nas nie mogli dogonić) i za wyprzedzanie na ciągłej. Oczywiście jak zwykle łamiemy wszystki ograniczenia jakie tylko są, no może poza ograniczeniami , ale tam co ograniczenie to DAI z radarem, wiec nie ma co iść na żywioł. Po przejechaniu paru kilometrów Paweł nie zauważa jak mrugają i łapie nas jeden DAI na radar. Nie ściągamy kasków bo on bierze 5 EUR i jedziemy dalej (wporzo koleś bo się nie targował). W międzyczasie spotykamy miejscowych rockersów którzy jada na zakończenie sezonu w Lwowie. Sprzęty mają lekko poprzerabiane,wszystkie to jawa 350 ,ale skóry naszywki jakby klubowe. Sa wporządku zapraszają nas na impreze,ale mu musimy odmówić wpadamy na pomysł aby trase zrobić w dwa dni :). Na granicy luzik,oczywiscie bez kolejki,no może inaczej w kolejce dla rowerów miedzy samochodami :) i śmigamy do domku,bez mandatów bez zbędnych ceregieli o 23.30 jestem w domku, cały i szczęśliwy.



Podsumowanie
Cała ukraina(która widziałem po drodze) jest nieciekawa z wyjątkiem wiekszych miast i zabytków w nim. Ładnie dopiero zaczyna sie robić na półwyspie a szczególnie tam gdzie góry schodzą do morza. Ludzie sa naprawdę mili,nie spotkaliśmy żadnego złodziejstwa ani chuligaństwa. Chociaż widać że wiele ludzi nie ma za duzo pieniędzy. To co wyprawia policja drogowa to można porywnywać z mafią.To jest koszmar. Potrafią nieźle popsuć nastrój.Paliwko 50% tańsze,cena wszedzie jednakowa.Piwko tanie i dobre,ja piłem czernigowskaje :). Trasa 6000 km,koszt wycieczki 1800 zł,prędkość na trasie 130 km/h.Muszę zaznaczyć, iż moja CBR zaczeła wiecej palić niż zwykle, przy tej prędkości spalanie bylo 4,3-4,5 l/100km,mniej paliła tylko gs500e 4-4,3 l/100km, Jeżeli ktoś sie wybiera w przyszłym roku to służe pomocą.Ja wycieczkę uważam jako najbardziej udaną ze wszystkich na których byłem. Szkoda tylko, że to tak daleko :( hehe ale to o to chyba chodziło :)